Zapis programu można oglądać na stronie DDTVN
piątek, 8 kwietnia 2011
Przedszkolaki w Dzień Dobry TVN
Zapis programu można oglądać na stronie DDTVN
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Nabór trwa!
Tadeusz Sobolewski pisze o Przedszkolu Filmowym
W ciągu roku każdy nastoletni uczestnik tego kursu dostaje szansę zrealizowania filmu dokumentalnego. Zgłasza się dwustu, przyjmowanych jest trzydziestu, do końca pozostaje kilkunastu
To nie jest kurs, na którym uczą obsługi kamery i montażu. To małe środowisko mające swój charakter, styl, nawet pewien szpan. Tworzą krąg jak na pamiątkowym zdjęciu, gdzie wszyscy siedzą razem, tak że trudno odróżnić prowadzących od uczestników. Na początku Przedszkole było domeną zespołu Paladino (Maciej Cuske, Marcin Sauter, Piotr Stasik, Thierry Paladino). Teraz prowadzą je dwaj dokumentaliści: Piotr Stasik i Tomasz Wolski. A sam Wajda, który to Przedszkole wymyślił, przychodzi na zajęcia częściej, niżby musiał.
Stasik, rocznik 1976, socjolog z wykształcenia, dokumentalista (Złota Żaba na Camerimage 2010 za "Koniec lata"), był jednym z założycieli Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę" powiązanego z Przedszkolem. W ich działaniach czuje się podobny klimat, podobną ideę wychowania przez twórczość, przełamywania klasowych i kulturowych barier, jak w Kuroniowym uniwersytecie w Teremiskach.
Nie bądź takim artystą
Pytam Stasika, jaki był, kiedy miał tyle lat co ich "przedszkolacy".
- Mieszkałem na wsi, pod Sieradzem i czekałem, aż przyjedzie do mnie mistrz i zabierze mnie stamtąd, bo czułem się obco. Ale nikt się nie pojawiał. Tata obiecywał, że jak będę miał na świadectwie same piątki, pojadę do Warszawy, ale na spełnienie obietnicy nie było czasu. Kiedy skończyłem 13 lat, sam wsiadłem do pociągu i po raz pierwszy pojechałem do Warszawy. To była jesień 1989. Chciałem się realizować, choć jeszcze nie wiedziałem jak. Warszawa spełniła moje oczekiwania. Teraz robię coś takiego dla innych.
Stowarzyszenie młodych socjologów pod prześmiewczą nazwą "ę" urządzało warsztaty filmowo-fotograficzno-teatralne dla młodzieży na wsiach. Przedszkole jest w zasadzie czymś podobnym, ale zakrojonym na większą skalę i długotrwałym - trwa rok, a to buduje więź.
Na czym polegał egzamin? - pytam absolwenta Przedszkola.
- Jest ankieta. CV. Kilka pytań. Badanie potencjału. Chodzi raczej o to, kim się jest, niż jakie filmy chciałoby się robić. Potem zaczyna się praca nad projektami. Razem oglądamy nakręcony materiał na dużym ekranie, potem kolejne etapy montażu. Nasze emocje są sprawdzianem, czy idziemy we właściwą stronę. Wiedza przychodzi w trakcie. W pewnym momencie prowadzący się wycofują, my sami prowadzimy zajęcia.
- Niektórzy wyobrażają sobie, że będą "artystami" - dodaje Stasik. - Ale sprawdzają się często właśnie ci, co nie mieli takich marzeń i trafili do nas przypadkiem. Tutaj nie ma szkolnego rygoru. Nikt nikogo nie rozlicza. Nie przyniosłeś materiału? Twoja sprawa. Jak trzeba, nie śpimy dwie noce przy montażu, jak nie trzeba, to się rozchodzimy.
Rewolucja w ramach systemu
"Przedszkolny", trzyminutowy film "Schabowy, czyli siła systemu" Szymona Nagina. Przy stole - rodzina młodego autora filmu. Tworzą zespół rockowy. Tata, 40-latek, jedząc zupę, rozprawia o "społeczeństwie bez ambicji, bez wyobraźni, bez chęci grzebania się w swoich bebechach, prostym do manipulowania". "Siła tego systemu - mówi - jest tak duża, tak mieląco-zgniatająco-wszechogarniająca, że nie ma sensu z nim wojować". "A mnie się wydaje, że jest sens" - wtrąca licealista. Ojciec: "Wojowanie z systemem polega na tym, żeby w jak najmniejszym stopniu z nim kolaborować, bo można zęby sobie połamać, tak jak ja". Licealista (znad talerza): "Ale jeszcze trzeba dążyć do tego, żeby innych uratować". Matka: "Właśnie. Oddziaływać na tych, co są najbliżej". Ojciec: "Nie wierzę w zmianę mechanizmów, ale wierzę, że można lokalnie coś zmienić, wciągnąć ludzi w orbitę innego myślenia...". Po obiedzie grają razem w maleńkiej piwnicy.
- Przedszkole to taka mała rewolucja w ramach systemu - tłumaczy Piotr Stasik. - Działamy w ramach szkoły Wajdy, jesteśmy finansowani przez PISF, ale "instytucją" jesteśmy w możliwie najmniejszym stopniu. Usłyszałem ostatnio od kogoś, że to bardziej miejsce wychowania niż szkoła filmowa. Maciek Rotowski, który w ramach Przedszkola zrobił film "Historia nieudanej rewolucji", studiuje teraz reżyserię w Filmówce. Pisze mi: "Jak myślę sobie o tym wszystkim, to znajduję parę tylko momentów (więc i osób), które zmieniły moje życie. Przygoda z Przedszkolem była jednym z nich". Po skończeniu Przedszkola niektórzy próbują robić filmy sami. Dla nich wymyśliłem "Przedszkole-pro", rodzaj zespołu filmowego. Chce z nami współpracować TVP Kultura - będą tam premiery naszych filmów.
TVP Kultura emitowała cykl dokumentalny "Jak zrobić film" o warsztatach absolwentów Przedszkola w Piszu. Pod kierunkiem Pawła Łozińskiego zrobili replikę słynnych "Gadających głów" Kieślowskiego. Zadawali przypadkowym ludziom podobne pytania: Czego się boisz? Czego pragniesz? Po co żyjesz? Uświadamiali sobie okrucieństwo dokumentalisty, który poluje na "materiał". Bo jak reagować, gdy sprzedawczyni w sklepie z firankami pytana o sens życia odpowiedziała, że nie widzi żadnego sensu, bo niedawno pochowała męża?
Trzeba było się spieszyć. Montowali do ostatniej chwili. Na seans czekał tłum mieszkańców. Zobaczyli na ekranie siebie i ludzi, których codziennie mijają na ulicy. Ich entuzjazm przekonał "przedszkolaków" o sile dokumentu, zrozumieli sens tego, co robią: liczy się nie tyle problem albo temat, ile możliwość spotkania, identyfikacja z innym, niemożliwa bez kamery.
Dominik zaprasza na Brzeską
W warsztatach brał udział Dominik, chłopak z warszawskiej Pragi. Zadzwonili kiedyś do Stasika ze stowarzyszenia Mierz Wysoko pomagającego młodzieży z tego przestępczego, alkoholowego i narkotycznego miejsca: do klubu na Brzeskiej chodzi chłopak interesujący się filmem, może by go przyjąć do Przedszkola?
- Był z nami. Zapytany do kamery, czego by pragnął, powiedział: "Być szczęśliwym i żeby inni byli szczęśliwi, chociaż wiem, że to nierealne". Znał życie od najgorszej strony. Jego opiekunka socjalna dziwiła się, że nie ucieka, bo zwykle dłużej nie zagrzewa miejsca. Tymczasem film stał się jego terapią. Chciał zostać w Przedszkolu na stałe. Ale nie mogliśmy go zatrzymać, musielibyśmy go wyjąć z tamtego środowiska, a to było niemożliwe. Pytałem go, dlaczego tak łatwo znalazł wspólny język z naszymi "przedszkolakami". Powiedział: "Dostosowuję się do każdego otoczenia, jak jestem ze złodziejami, staję się złodziejem, z wami byłem taki jak wy".
Kuba Radej, starszy o dwa lata od Dominika, uczeń Liceum im. Czackiego, postanowił nakręcić o nim dokument. Wielbiciel filmu "Amores perros" znalazł się naraz w rzeczywistości, która była zagęszczona jak film.
- Zamieszkałem u niego na Brzeskiej. Traktował mnie jak kolegę. I choć to było tuż za Wisłą, czułem się, jakbym się znalazł w innej części świata. Życie miało tam inne stężenie - co chwila pobicia, ktoś komuś grozi. W tym wszystkim ja z kamerą. Na każdym kroku dylemat: kręcić czy interweniować? Byłem raz świadkiem sceny, gdy ci, których filmowałem, chcieli ukraść torebkę Ukraince. Zareagowałem. Nie ukradli. Ale zaraz pomyślałem, że mogłem w ten sposób zaszkodzić Dominikowi. Zrozumiałem względność mojej pozycji: gdybym urodził się na Pradze, pewnie bym tej Ukrainki nie bronił, tylko okradł ją razem z nimi. Chciałem już zrezygnować z tego filmu.
Na szczęście tego nie zrobił. Tytuł filmu, "Getto gospel", wymyślił Dominik. Ma świadomość, że z praskiego "getta" trudno się wydostać. Film zaczynający się obrazem ślepych, zamurowanych okien kamienicy jest wypełniony chaotycznym ruchem, pozornym życiem, energią, która rozbija się o ślepą ścianę.
Jakub Radej lubi powtarzać, że ten praski świat jest "prawdziwszy od naszego". Ale jego film mówi co innego, pokazuje próby ucieczki, walkę Dominika o spełnienie. Jedną z dróg jest wiara: na Brzeską przychodzą ewangeliści wywodzący się z podobnych środowisk. Odprawiają nad Dominikiem modły, rapują razem z nim i odchodzą. Matka mówi: Boga nie ma, bo inaczej świat nie byłby taki zły. Drugim wyjściem jest sztuka. "Praska nawijka" w wykonaniu sepleniącego Dominika brzmi jak wyznanie: "Życie płynie, czas płynie, a ja stoję z boku". I coś o biało-czerwonej fladze, o matce Warszawie, żeby spojrzała na swoją córkę Pragę. Domowy keyboard, na którym gra Dominik, zagłusza dobiegające zza szafy przekleństwa matki. To film o nieustannym zrywaniu się do lotu, o idącej na marne energii, o wierze gaszonej przez życie. Zakończenie pozostaje otwarte.
- Obok nas jest inny świat. On jest dostępny - mówi 19-letni Kuba Radej. - Możemy w niego wejść, ale nie możemy go zmienić.
Dokumenty Przedszkola to gonitwa za tymi uciekającymi światami i ludźmi. Społeczeństwo jest coraz silniej rozwarstwione. Jesteśmy od siebie dalej niż za czasów Kieślowskiego czy Karabasza. "Przedszkolacy" Wolskiego i Stasika, robiąc filmy, przechodzą inicjację - ich bohaterom nie udaje się pomóc, świata nie można zmienić, ale zmienią się oni sami, będą mądrzejsi o swoje filmy.
Termin zgłoszeń do Przedszkola Wajdy mija 10 kwietnia. Więcej na stronie projektu
czwartek, 24 marca 2011
Premiera filmów Przedszkola Filmowego 2010!
A tak było podczas tegorocznej premiery filmów Przedszkola Filmowego 2010 w Zachęcie:
środa, 9 marca 2011
Trwa nabór do PRZEDSZKOLA FILMOWEGO!


Premiera filmów Przedszkola Filmowego 2010!
Przez kolejne pół roku kręcili swoje pierwsze filmy dokumentalne.
20 marca pokażemy efekty ich pracy!
Godz. 18:00
Zachęta Narodowa Galeria Sztuki
Pl. Małchachowskiego 3, sala kinowa, wejście schodami w dół od ul. Burschego




Zadanie zostało zrealizowane dzięki wsparciu finansowemu M.St. Warszawy

poniedziałek, 7 marca 2011
Moment, kiedy zaczyna się KINO

„Film to efekt uboczny drogi, jaką przechodzisz z drugim człowiekiem” – mówi Iza, absolwentka Przedszkola Filmowego, realizowanego przez Szkołę Filmową Andrzeja Wajdy we współpracy z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych „ę”.
Każdy lubi oglądać filmy. Niektórzy - bardziej od innych. Miłość do kina spotyka nas w szkolnym DKF-ie, osiedlowym kinie, w wypożyczalni pod domem, a jeśli mamy niezły pakiet satelitarny - na własnej kanapie przed telewizorem. Niespodziewanie przekraczamy granicę, kiedy film zaczyna dla nas znaczyć coś więcej, niż jego fabuła. Czytamy go przez pryzmat nazwiska reżysera, autora zdjęć, twórcy scenariusza. Budujemy listę ulubionych tytułów. Wreszcie część z nas zadaje sobie magiczne pytanie po którym, jak żartują niektórzy reżyserzy, nie ma już dla nas ratunku: jak ja bym to zrobił?
Pierwszy film w historii był dokumentem. Bardzo szybko zaczęto snuć fabuły w kinie, ale pierwsze ujęcia (powtarzane do znudzenia na wszystkich lekcjach o historii filmu) nie zmyślały rzeczywistości, tylko wiernie ją odbijały. Minęło ponad sto lat a ludziom wciąż mało jest tych opowieści. Kino dokumentalne wielu wciąż kojarzy się tylko z Discovery Channel lub mylone jest z reportażem telewizyjnym.
Dziś nietrudno chwycić za kamerę, film można nakręcić własnym telefonem czy aparatem fotograficznym. Co buduje z kilku ujęć opowieść, gdzie kończy się seria ujęć a zaczyna kino? Nad tymi pytaniami trzeba się głowić znacznie dłużej, niż nad instrukcją obsługi kamery. Upraszczając – film może opowiadać o tęsknocie, miłości, gniewie, o poszukiwaniu siebie, o szukaniu innych , o tym jak dobro zwycięża zło lub jak nie sposób się temu złu przeciwstawić. Choć istnieje kanon wielkich tematów, to wolności twórcy można szukać w nieskończonej wielości historii, które warto opowiedzieć.
Świat opisują coraz młodsi twórcy. Wiele społecznych projektów wykorzystuje narzędzia filmu i fotografii do pracy z dziećmi i młodzieżą. Dziesięciolatek, który dostanie do ręki aparat, potrafi czasem wyłowić z rzeczywistości twarze i sytuacje, na które zawodowy fotograf musiałby długo polować. Robi to intuicyjnie być może tak, jak twórcy pierwszego kinematografu: z entuzjazmem, bez intelektualnej refleksji, kierowany poczuciem mocy, która pozwala mu uwięzić w kadrze kawałek świata.
Jednym z miejsc, gdzie młodzi ludzie uczą się patrzeć na świat przez obiektyw dokumentalnej kamery, jest Przedszkole Filmowe. Wymyślone przez Andrzeja Wajdę w jego Szkole Filmowej, dało już szansę chwycić za kamerę pod okiem mistrzów blisko setce młodych ludzi. Od czterech lat Przedszkole realizowane jest we współpracy z Towarzystwem Inicjatyw Twórczych „ę”.
Czy mistrzowie - w dobie samouczków i Internetowych poradników są jeszcze potrzebni? W dobrym kinie nie ma dróg na skróty. Uczenie się Kina to żmudna droga przez pierwsze, drugie, jedenaste nieudane próby. Poszukiwanie tematów i sposobów na to, by historia była opowiedziana jak najlepiej. Poszukiwanie bohaterów, a potem – nauka pracy z nimi. Montowanie jednego materiału na sto różnych sposobów – kiedy już znasz każde słowo, każdą sekundę filmu na pamięć, a wciąż wydaje ci się, że brakuje w nim tego najważniejszego zdania.
Każdego roku Przedszkole Filmowe zaprasza około 30 młodych ludzi – od uczniów ostatnich klas szkół podstawowych, przez gimnazjalistów, licealistów, często także po studentów pierwszych lat. Raz w miesiącu wspólnie oglądają najlepsze dokumenty, uczą się obsługi sprzętu, szukają tematów i bohaterów. Dostają do ręki kamerę i zadanie, by na kolejny zjazd przywieźć pierwszy fragment historii. Potem kolejne i kolejne – czasem trzeba zaczynać wszystko od początku bo w przyniesionym materiale „nie ma kina”. Żadne forum internetowe nie powie, kiedy to kino się rodzi. Pierwszymi widzami są opiekunowie Przedszkola i wykładowcy Szkoły – między innymi Marcel Łoziński czy Jacek Bławut. Każdego roku powstaje około 7-8 filmów. Część tematów wypala się w trakcie realizacji, komuś zabraknie cierpliwości. Praca nad filmem to praca zespołowa. Często nad jednym projektem pracuje po kilku „Przedszkolaków” , co miesiąc wszyscy oglądają swoje materiały i wspólnie je omawiają.
W tym roku po raz dziewiąty chcemy zaprosić młodych ludzi do przygody z filmem. Na stronie www.przedszkolefilmowe.blogspot.com znajduje się ankieta. Wystarczy ją wypełnić i odesłać, wraz ze swoim CV.
Mail: przedszkole.filmowe@blogspot.com .
Na zgłoszenia czekamy do 10 kwietnia. Nie trzeba mieć doświadczeni filmowego.
Każdego roku ponad dwudziestka uczestników Przedszkola przeczesuje Polskę w poszukiwaniu ciekawych tematów. Gasimy światło i na dużym ekranie oglądamy nagrane materiały. Kiosk z gazetami staje się salą koncertową, pirotchenik chce wysadzić szkołę, osiemdziesięciolatek biegnie swój 99 maraton, kaczka je kiełbasę. Na każdych zajęciach odbywamy podróż w głąb życia Polaków i przecieramy ze zdziwienia oczy. Są emocje - to najważniejsze, ale jest i nużąca praca średniowiecznego skryby, gdy montujemy kolejne wersje filmów. Zdziwienie i znużenie, zachwyt i zniecierpliwienie. Co roku chcę zrezygnować z pracy w Przedszkolu i co roku zaczynam na szczęście od nowa. Piotr Stasik, dokumentalista, opiekun artystyczny Przedszkola Filmowego
Przedszkole było moim pierwszym kontaktem z filmem od strony realizacyjnej. W dodatku z filmem dokumentalnym, co wcześniej było dla mnie zupełnym kosmosem. Trafiłem tam przypadkiem, ale łaziło ono za mną jakby to musiało się stać. Ogłoszenie w jakiejś gazecie, babcia coś wspomniała, że czytała o tym, a ostatniego dnia wysyłania zgłoszeń mail reklamowy czy notka w sieci. Coś tam, wyślę.
Do tej pory tata namawiał mnie na prawo, ja zastanawiałem się nad dziennikarstwem bawiąc się jednocześnie bardziej na scenie niż za kamerą.
W Przedszkolu dowiedziałem się, czym jest dokument. Dostałem do ręki dużą kamerę, ciężki statyw i mikrofon z bajerancką tyczką. Potem nauczyłem się tego używać. Bo choć z początku moje zdjęcia wyglądały jak kręcone lewą stopą, z czasem było coraz lepiej. Do tego stopnia zaprzyjaźniłem się z kamerą, że teraz, w szkole filmowej, w dokumentalnych zadaniach niechętnie i nieczęsto oddaję ją operatorowi.
Wyrabiałem swoje zdanie. Nie tylko jak robić i co mi się podoba ale przede wszystkim po co robić i dlaczego. Po co ten dokument? Co takiego ma, czego brak fabule? Mam swoje odpowiedzi, wciąż jeszcze się zmieniają, ale to na Mokotowskiej 55, w siedzibie Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę” zacząłem zadawać sobie takie pytania.
Przede wszystkim spędziłem mnóstwo świetnego czasu. Spotkania, dwa wyjazdy warsztatowe. Oglądaliśmy, filmowaliśmy, graliśmy w piłkę z dzieciakami we wsi, montowaliśmy w środku nocy, chodziliśmy do lasu i wracaliśmy zaraz po wschodzie, żeby przespać się przed śniadaniem.
Wszystko dzięki ludziom. Współuczestnicy i nasi, nigdy nie wiedziałem jak ich nazywać…profesorowie? Ochrzaniali, obśmiewali, mam nadzieję że faktycznie nieźle się z nami bawili. Gdyby nie Przedszkole Filmowe, nie studiowałbym teraz reżyserii w Łodzi. Nie mówiąc już o tym, że gdyby nie film, który nakręciłem w ramach Przedszkola Filmowego, nie miałbym teczki, gdyby nie to czego się tam dowiedziałem nie przeszedłbym egzaminów. Ja bym po prostu nawet o Łodzi nie myślał. Może zbyt to wszystko słodkie i piękne, same pozytywy. Ale jak tak sobie czasem myślę o wszystkim to znajduję parę tylko momentów (a więc i osób) które zmieniły moje życie. I przygoda z przedszkolem, która w jakiś (niezwykły) sposób trwa do dziś, była jednym z nich. Maciej Rotowski, w ramach Przedszkola Filmowego nakręcił film pt. „Historia nieudanej rewolucji”, studiuje reżyserię na łódzkiej „Filmówce”.
Rok w Przedszkolu Filmowym można porównać do przejażdżki na roller coaster. Wsiadasz pełen radości, że wreszcie sprawdzisz jak to jest. Kiedy wagon kolejki rusza, zaczynasz zastanawiać się, czy to aby na pewno był dobry pomysł. Jednak wątpliwości maleją po pierwszym wzniesieniu. Nawet nie zdążysz się tym nacieszyć, bo już mkniesz gwałtownie w dół. Chwilami nawet robi ci się niedobrze od nadmiaru niespodziewanych zakrętów. Wrażenia te szybko ustępują nieporównywalnemu z niczym uczuciu, że latasz. Wydaje się, że tą szaloną machiną nikt nie steruje, ale jej włącznik jest w rękach mistrzów w swej dziedzinie Andrzeja Wajdy, Wojciecha Marczewskiego, Jacka Bławuta, Marcela Łozińskiego. Wagonik bezpiecznie i sprawnie mknie dzięki czujnym oczom i wsparciu naszych „guru”, Piotrowi Stasikowi i Tomaszowi Wolskiemu. To oni dzielą się z nami swoją wiedzą i zarażają nas filmową pasją wskazując możliwe kierunki podróży. Tę całą "niedolę" przeżywasz z towarzyszami podróży - współprzedszkolakami. Dalej bywa tak różnie, jak różni są ludzie.
Jedni z nas mogą uświadomić sobie, że to nie na ich nerwy, albo przypomną sobie o lęku wysokości. Najchętniej już by wysiedli i jak najszybciej o wszystkim zapomnieli. Inni przejdą przez to wszystko bez zbytnich emocji. Raczej nie będą skorzy do powtórki z rozrywki. Będą też tacy, którym to się spodoba i wcale nie będą chcieli wysiąść z wagonu.
Podsumowując moją przedszkolną "roller coaster'ową" przygodę mogę powiedzieć, że ja trafiłam do tej ostatniej grupy i nie zamierzam wysiąść z pędzącego wagonu. Czas spędzony w Przedszkolu był dla mnie niezwykle ważny. Los zderzył mnie w odpowiednim czasie z odpowiednimi ludźmi. Potwierdziła moja teza, że osobowość ludzi, których spotykasz na drodze swojego życia to klucz do wszystkiego. Od zawsze moją ogromną pasją było przyglądanie się drugiemu człowiekowi. Chciałam zajrzeć w głąb, zanurzyć się pod powierzchnię, zrozumieć. To w przedszkolu zdałam sobie sprawę, że film dokumentalny jest na to dobrym sposobem. Zauważyłam też, że film w dużej mierze jest dla twórcy lustrzanym odbiciem rzeczywistości. To nie znaczy, że nie ominęły mnie trudne momenty. Przestały jednak być dla mnie bolesne w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że film jest swego rodzaju efektem ubocznym, niezwykłej drogi jaką przechodzisz wraz z drugim człowiekiem. Iza Kiszczak (ma 19 lat, nakręciła film pt. „Iwo” o niezwykłej relacji niepełnosprawnego chłopca i jego opiekunki)